Jakiś czas temu zapowiadałam, że sukcesywnie będę pokazywać produkty które skończyłam, i powiem o nich "co nieco". Niestety mój słomiany zapał i kilka prywatnych kwestii sprawiło, że nie mogłam wywiązać się z postanowienia. Dzisiaj mam zamiar nieco nadrobić.
Na pierwszy ogień pójdzie odżywka
do włosów i skóry głowy Jantar. O
odżywce do włosów i skóry głowy pisałam wam już tutaj, więc powtarzać się nie
będę. Dodam tylko, iż aktualnie kończę drugie opakowanie i jestem z niej bardzo
zadowolona.
Kolejnym produktem jest Noni Care Eye Anti -Aging Cream. Krem pod
oczy, który rzekomo ma działanie przeciw zmarszczkowe. Ja póki co nie muszę
jeszcze stosować takich kremów, więc jego działania przeciw zmarszczkowego nie
ocenię. Powiem tylko, że bardzo przyjemnie mi się go stosowało. Krem szybko się
wchłaniał, miał ładny zapach i był
bardzo wydajny. Wystarczająco nawilżał skórę pod oczami na czym bardzo mi zależało. Nie sądzę jednak abym do niego
wróciła. Liczę, że znajdę krem, który oprócz nawilżenia rozprawi się z moimi
bardzo ciemnymi sińcami pod oczami.
Następnym produktem będzie również krem, tym razem jednak krem do twarzy Olay
Active Hydrating- krem nawilżający na dzień do skóry wrażliwej. Już na wstępie muszę zaznaczyć że był to bardzo przyjemny krem do twarzy.Stosowałam
go w okresie letnio-jesiennym i muszę przyznać, że świetnie nawilżał moją suchą
skórę. Miał kremową konsystencję, bardzo delikatny zapach i szybko się
wchłaniał. Był idealnym kremem pod makijaż. Nie uczulił mojej skóry (co czasem robią
inne kremy). Jedyną kwestią, która mnie drażniła było opakowanie rodem z domku dla lalek Barbi- różowe, słodkie
i trochę tandetne…. Jeśli będę cierpiała na brak kremu do twarzy, z pewnością
zakupie go ponownie.
Ponownie produkt do pielęgnacji twarzy - Rival
de Loop – żel do mycia twarzy z wyciągiem z ginko i ogórka. To co
ten kosmetyk zrobił z moją twarzą było
istnym szaleństwem. Zacznijmy od tego, że kupiłam go w promocji za ok. 8zł w
Rossmannie. Skusiłam się na niego tylko i wyłącznie ze względu na cenę, gdyż
żele których używam były o ok. 5zł droższe. Niby niewielka różnica, ale stwierdziłam
że może warto spróbować, ”a nóż” trafi się coś dobrego. Niestety jak to zwykle
w takich sytuacjach bywa „chytry traci dwa razy”. Żel miał okropny zapach,
który niesamowicie drażnił moje nozdrza. Była to dziwna, chemiczno- śmierdząca woń.
Sądzę, że byłabym w stanie to znieść, gdyby kosmetyk dobrze działał. Niestety
żel nie oczyszczał dobrze mojej skóry, strasznie ją przesuszał, a na dodatek
jeszcze podrażniał. Po umyciu, twarz myła sucha i lekko zaczerwieniona. Zużyłam
go oczywiście do końca( na szczęście był mało wydajny), niemniej jednak
nigdy w życiu go nie kupię!
Ostatnim produktem na dzisiaj będzie Antyperspirant
Rexona linen dry. Kulkę
tę zakupiłam z ciekawości, aby poeksperymentować. Mam już swój ulubiony
dezodorant, który sprawdza się u mnie
idealnie, ale oczywiście babska ciekawość i chęć zmian nie pozwoliła mi wrzucić
do koszyka ponownie tego samego. Tym oto sposobem, na mojej półce w łazience
znalazła się Rexona.
Antyperspirant nie
jest zły. Ładnie chroni przed potem i nieprzyjemnym zapachem oraz nie brudzi
ubrań. Dodatkowo ma niezwykle poręczne opakowanie, dzięki któremu użytkowanie go,
nawet gdy zostało go już niewiele, nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Ma
jednak jeden szkopuł…, a może nawet dwa;p. Po pierwsze, strasznie długo wysycha
po aplikacji. Niestety rano nie mam czasu na to, aby czekać w nieskończoność
zanim ubiorę jakikolwiek podkoszulek czy bluzkę, więc po dłuższym czasie jego użytkowanie stało się bardzo uciążliwe. Druga
kwestia to zapach. Niby w opakowaniu i zaraz po aplikacji pachnie ładnie,
ale już po kilku godzinach jego zapach na moim ciele diametralnie się zmienia.
Nie jest przyjemny, a wręcz przeciwnie, w momencie gdy go odczuwam czuje się nieco
„nieświeża”. Podsumowując-za ok9zł wolę zakupić mój sprawdzony Nivea Dry
Comfort, który jest rewelacyjny!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz