Dzisiaj podzielę się opinią na temat szamponu Garnier drożdże piwne i owoc granatu. Tego oto gagatka zakupiłam dość dawno temu po tym jak jedna z blogerek bardzo go zachwalała. Postanowiłam, że na „własnej głowie” przekonam się czy faktycznie jest taki dobry.
Szampon zamknięty jest w standardowym miłym dla
oka i wygodnym opakowaniu( w moim przypadku była to gigantyczna 400ml butla).
Butelka jest przezroczysta, dlatego też nie ma problemu ze sprawdzeniem ile
produktu jeszcze nam zostało. Otwieranie butelki mokrymi rękami czasem jest
dosyć kłopotliwe (szczególnie jeśli w danym momencie jest się posiadaczką
długich paznokci), niemniej jednak po pewnym czasie można je opanować.
Szampon bardzo przyjemnie pachnie(Nie obraziłabym
się gdyby każdy szampon tak właśnie pachniał!) Niestety opisywanie zapachów nie jest moją
mocną strona więc powiem tylko, że jest świeży a zarazem dość ciepły. Co ważne,
zapach na włosach utrzymuje się bardzo długo, więc jeśli ktoś go polubi tak jak
ja, będzie niezmierni zadowolony. Szampon
przeznaczony jest do włosów cienkich i bez objętości, czyli dokładnie takich
jak moje. Producent zapewnia nas, że „drożdże
piwne mające właściwości wzmacniające i owoc granatu odpowiedzialny za objętość
i witalność ma sprawić, iż włosy będą miękkie, lekkie, pełne witalności i zachwycą swoją objętością”.
Musze
przyznać, iż w pewnym stopniu obietnice te zostały spełnione. Po umyciu włosy
były dobrze oczyszczone, miękkie i lekkie. Efekt ten niestety nie utrzymywał
się długo. Z reguły w kolejnym dniu wyglądały już znacznie gorzej. Ponadto stosowanie tego szamponu sprawiło, że
włosy zaczęły się przetłuszczać i musiałam bezwzględnie myć je co drugi dzień.
Co gorsza po zużyciu ok. połowy butelki
pojawił się łupież.
Niestety szampon okazał się być bardzo
wydajny. Wystarczyło wycisnąć niewielką
ilość, aby umyć moje średniej długości włosy, w związku z tym musiałam się z
nim bardzo długo męczyć;/
Podsumowując: Szampon Garnier drożdże piwne i owoce granatu to bardzo wydajny ,
stosunkowo tani i przepięknie pachnący szampon. Gdyby nie fakt, że powodował on
u mnie pojawianie się łupieżu, byłby moim ulubieńcem.
„Owoce granatu i drożdże piwne” zastąpiłam „amarantem”
i muszę przyznać że jestem z tej zamiany na chwilę obecną bardzo zadowolona.








