Jakiś czas temu, kremy L'Occitane bardzo często pojawiały się na blogach i były wychwalane po niebiosa: jakie to one skuteczne, jak radzą sobie z przesuszoną skórą, jak pięknie nawilżają i pachną. Zachęcona tymi opiniami zdobyłam ów krem ( który nawiasem mówiąc był dodatkiem do brytyjskiego wydania Glamour lub Marie Claire ) i postanowiłam, że sama sprawdzę jak sobie radzi w trudnych, zimowych warunkach.
Zima to dla mnie okres kiedy wszystkie moje kończyny wysychają na wiór. Kilka minut na mrozie czy zimnym przeszywającym wietrze wystarcza, by skóra moich dłoni była sucha, spierzchnięta i popękana. Jestem zatem idealnym materiałem aby sprawdzić, czy krem do rąk jest faktycznie skuteczny.
Zacznijmy jednak od opakowania, które niezwykle mi się podoba. Jest proste, klasyczne, niewielkie (mieści 30ml) i bardzo praktyczne (idealnie pasuje do kobiecej torebki). Tubka w której mieści się produkt jest na tyle miękka, że wydobycie resztek produktu nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Dodatkowo opakowanie zakręcane jest za pomocą małej, czarnej zakrętki z rantami, która umożliwia bezproblemowe odkręcanie i zakręcanie tubki. Ma jednak swoją niewielka wadę-można ją łatwo zgubić.
Zapach kremu jest przepiękny, bardzo subtelny, delikatny a jednocześnie "ciepły". Ja mam wersję, rzekłabym "oryginalną", która nie jest wzbogacana żadnymi dodatkami zapachowymi, a mimo to bardzo mi się podoba.
Konsystencja kremu jest dosyć gęsta, zbita i powiedziałabym że maślana, jednak można ją bez najmniejszych problemów rozsmarować i wetrzeć w skórę dłoni. Krem wchłania się błyskawicznie dając uczucie ukojenia oraz ulgi. Uczucie to jest jednak bardzo krótkotrwałe. Mam wrażenie, że krem zupełnie nie nawilża mojej skóry, a jedynie chwilowo ją natłuszcza, co w konsekwencji skutkuje dużym dyskomfortem. Nie mam bowiem czasu ani ochoty, aby co kilkadziesiąt minut, nakładać kolejną warstwę kremu na swoje dłonie. Być może w okresach letnich byłby świetny, jednak latem większość kremów dobrze sobie radzi z moją skórą dłoni.
Podsumowując, krem L'occitane z 20% dodatkiem masła shea, u mnie się nie sprawdził. Uważam, że cena 30 zł jaką musimy na niego wydać, jest zupełnie nieadekwatna do jakości. W moim przypadku porównywalnie dobrze sprawdza się krem z mocznikiem z Isany za ok. 5,50 zł o ponad 3-krotnie większej objętości. Jeśli ktoś ma możliwość zdobycia go w niższej cenie (tak jak ja) i wypróbowania- serdecznie polecam, jednak w cenie regularnej jest to moim zdaniem "przerost formy nad treścią".



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz