poniedziałek, 4 lutego 2013

Silna wola to klucz do sukcesu !

Kilka tygodni temu poczyniłam pewne postanowienie noworoczne. Nie mam w zwyczaju aby takowe robić, niemniej jednak trafiła się ku temu dobra okazja. Zakupiłam wcierkę do włosów Jantar, o której w blogosferze zrobiło się dosyć głośno, a która podobno miała mieć bardzo dobry wpływ na włosy.
Z racji tego, iż ja z włosami mam duuuuuże problemy postanowiłam troszkę je wspomóc, i tym samym rozpocząć kurację

Według producenta, specyfik, powinno się przez okres 3 tygodni codziennie wcierać w skórę głowy.  Mnie niestety nie udało się aplikować jej przez 21 dni codziennie, jednak opuszczenie zaledwie 2 dni w ciągu tego czasu i tak uważam za duży sukces.
Wcierka miała bardzo charakterystyczny zapach  (trochę przypominający męską wodę po goleniu) jednak w żaden sposób nie utrudniało to jej stosowania. Konsystencja płynu zaraz po wylaniu z butelki była lekko „galaretowata”  co powodowało, iż płyn nie wylewał się z ręki. W trakcie kontaktu z ciepłą dłonią stawał się nieco rzadszy, niemniej jednak nadal nie miał on konsystencji wody.

 W związku z tym, iż po 3 tygodniach stosowania  w butelce zostało niewiele płynu ( ok. 1/7 pojemności) postanowiłam zużyć go do końca, tym bardziej, że zakrętka się "rozwarstwiła", więc i tak nie miałabym możliwości zakręcenia butelki.

Teraz kwestia najważniejsza, czyli działanie. Nie zauważyłam spektakularnych rezultatów( na które po przeczytaniu tylu pochlebnych opinii  chyba po cichu czekałam), niemniej jednak muszę zaznaczyć, że moje włosy wizualnie stały się zdrowsze. Podczas  okresu kiedy stosowałam Jantar włosy wolniej się przetłuszczały i były bardziej uniesione u nasady. Niestety żadnych „baby hair” póki co nie zaobserwowałam, ale po tak krótkim okresie stosowania nie oczekujmy cudów.
Kończąc mój wywód muszę zaznaczyć, że na pewno! nie jest to moje ostatnie postanowienie  w tym roku i na pewno!  nie ostatnia butelka jantaru ;d

2 komentarze:

  1. zużyłam jedną butelkę Jantaru... jak dla mnie szału nie robi zupełnie. w kwestii baby-hair radzę sobie innymi (tańszymi i sprawdzonymi ;)) sposobami, więc myślę, że do niego nie wrócę.
    próbowałaś olejku rycynowego? albo herbatki z pokrzywy? podobno działa tez siemię lniane, ale jakoś nie mogę się jeszcze przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosną piłam przez dość długi czas herbatę z pokrzywy, jednak nie zauważyłam żadnych rezultatów więc do niej nie wrócę. W okresie wakacji przez około 2 miesiące prawie codziennie piłam sok z pietruszki i jabłka. Na włosy nie działał jakoś szałowo, ale moja cera wyglądała rewelacyjnie( niestety teraz nie mam dostępu do świeżej pietruszki;/) Olejku rycynowego jeszcze nie próbowałam ale mam zamiar.

      Doskonale rozumiem Cię w kwestii siemienia;)

      Usuń