Kilka
tygodni temu poczyniłam pewne postanowienie noworoczne. Nie mam w zwyczaju aby
takowe robić, niemniej jednak trafiła się ku temu dobra okazja. Zakupiłam wcierkę do włosów Jantar, o której
w blogosferze zrobiło się dosyć głośno, a która podobno miała mieć bardzo dobry
wpływ na włosy.
Z racji tego, iż ja z włosami mam duuuuuże problemy postanowiłam troszkę je wspomóc, i tym samym rozpocząć kurację
Z racji tego, iż ja z włosami mam duuuuuże problemy postanowiłam troszkę je wspomóc, i tym samym rozpocząć kurację
Według producenta, specyfik, powinno się przez okres 3
tygodni codziennie wcierać w skórę głowy.
Mnie niestety nie udało się aplikować jej przez 21 dni codziennie, jednak
opuszczenie zaledwie 2 dni w ciągu tego czasu i tak uważam za duży sukces.
Wcierka miała bardzo charakterystyczny zapach (trochę przypominający męską wodę po goleniu) jednak w żaden sposób nie
utrudniało to jej stosowania. Konsystencja płynu zaraz po wylaniu z butelki
była lekko „galaretowata” co powodowało,
iż płyn nie wylewał się z ręki. W trakcie kontaktu z ciepłą dłonią stawał się
nieco rzadszy, niemniej jednak nadal nie miał on konsystencji wody.
W związku
z tym, iż po 3 tygodniach stosowania w butelce
zostało niewiele płynu ( ok. 1/7
pojemności) postanowiłam zużyć go do końca, tym bardziej, że zakrętka się "rozwarstwiła", więc i tak nie miałabym możliwości zakręcenia butelki.
Teraz kwestia najważniejsza, czyli działanie. Nie zauważyłam spektakularnych rezultatów( na
które po przeczytaniu tylu pochlebnych opinii chyba po cichu czekałam), niemniej jednak muszę
zaznaczyć, że moje włosy wizualnie stały się zdrowsze. Podczas okresu kiedy stosowałam Jantar włosy wolniej się
przetłuszczały i były bardziej uniesione u nasady. Niestety żadnych „baby hair”
póki co nie zaobserwowałam, ale po tak krótkim okresie stosowania nie oczekujmy cudów.
Kończąc mój wywód muszę zaznaczyć, że na pewno! nie
jest to moje ostatnie postanowienie w
tym roku i na pewno! nie ostatnia butelka jantaru ;d



zużyłam jedną butelkę Jantaru... jak dla mnie szału nie robi zupełnie. w kwestii baby-hair radzę sobie innymi (tańszymi i sprawdzonymi ;)) sposobami, więc myślę, że do niego nie wrócę.
OdpowiedzUsuńpróbowałaś olejku rycynowego? albo herbatki z pokrzywy? podobno działa tez siemię lniane, ale jakoś nie mogę się jeszcze przekonać ;)
Wiosną piłam przez dość długi czas herbatę z pokrzywy, jednak nie zauważyłam żadnych rezultatów więc do niej nie wrócę. W okresie wakacji przez około 2 miesiące prawie codziennie piłam sok z pietruszki i jabłka. Na włosy nie działał jakoś szałowo, ale moja cera wyglądała rewelacyjnie( niestety teraz nie mam dostępu do świeżej pietruszki;/) Olejku rycynowego jeszcze nie próbowałam ale mam zamiar.
UsuńDoskonale rozumiem Cię w kwestii siemienia;)